Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pewna historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pewna historia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 stycznia 2017

Królicza historia.

    Tak.
Minęło już sporo czasu od mojego ostatniego wpisu w króliczym pamiętniku.
Co się stało?
Pani musiała się przeprowadzić i kupiła mi nowy dom.
Wielką klatkę,która stanęła w ogrodzie,ale niestety nie było tutaj dużo trawy.
Najgorsze było to,że siedziałam sama całymi dniami i strasznie tęskniłam za Bazylim,Fioną,Felkiem,Pimpusiem i innymi,których poznałam w czasie moich małych wycieczek.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Królicza historia

-Nareszcie jesteś!Gdzieś się podziewała?Szukaliśmy cię nawet w tamtym ogrodzie!-wrzeszczał wściekle Felek.
-Przestań wrzeszczeć.-odfuknęła Fiona-Trochę deszczu jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
-Ale mnie tak.Mógłbym dawno siedzieć w saloniku i grzać się przy kaloryferze,ale nie!!!
-Czy ty myślisz Felek,że mnie jest też miło stać i moknąć.-wtrąciłam się do rozmowy.-Chciałam się gdzieś schować.
Felek tylko obrócił się i pobiegł przed siebie.
-Lepiej chodźmy za nim,bo znowu się zgubimy-szepnął Bazyl.
No to ruszyliśmy do domu.Znaleźliśmy bezpieczne przejście pod mostem i przeszliśmy na drugą stronę.Jeszcze musimy przejść parę uliczek i ogrodów i...

wtorek, 31 marca 2015

Królicza historia

"No dobrze,lepsze to niż nic"i wskoczyłam do dziurawego kalosza.
Nie musiałam długo czekać gdy...
Kap,kap...na moje futerko,a ja coraz bardziej starałam się"przykleić"do kalosza,żeby nie być mokra i wtedy właśnie usłyszałam....
-Auć!!!Uważaj trochę futrzaku!-zapiszczał czyjś głos.
Rozejrzałam się jeszcze raz,ale nikogo nie widziałam i jeszcze raz"przykleiłam"się do kalosza.

środa, 11 marca 2015

Królicza historia

-A co to za trawa?
-To jest...hm....Felek!Jak to to się nazywa?
-Żyto?!Dlaczego pytasz?
-Bo to dobre.-wycedziłam przez zęby.
Popatrzeli na mnie pytająco i machnęli łapą.
-Wolę myszy!-zaśmiała się Fiona.
-Każdy lubi co innego.Jedni myszy,inni żyto,a jeszcze inni...kości.No dobra.Ty Daizy zostań tutaj i się nie oddalaj,a my idziemy bardziej w pole.Na łowy,bracia kochani,na łowy!

wtorek, 20 stycznia 2015

Królicza historia

-Daizy!!!Fiona!!!
-Chodź!!!To stamtąd!!!-wskoczyliśmy na dróżkę wiodącą do małego lasku i od razu rozpoznaliśmy naszych kompanów.
-Bazyl!!!Popatrz!To one!-I skoczył jak tylko gruby kot może daleko i już łasił się do Fiony.-Wiedziałem,że z ciebie odważna kotka.Ale żeby aż tak?
-Cóż,to Daizy należą się podziękowania.-spojrzała na mnie a ja z dumą wypięłam pierś,jakbym czekała,aż ktoś mi przypnie medal.
-Fiona!Fiona!Nic ci się nie stało?Pokarz się?Daizy jesteś cała?Zwariowałyście!!!Mogłyście zginąć!!!

środa, 19 listopada 2014

Królicza historia

No i jesteśmy u Felka.
Wielki kocur o różnych odcieniach szarości(musicie wybaczyć,ale nie widzę kolorów)siedział sobie na dachu garażu i grzał się w miłym słońcu.
-O!Jesteście,a już myślałem....Hej!A to co?-uniósł łebek i wskazał na mnie.
-Daizi.Króliczka i nowa kochanica Bazyla.-prychnęła Fiona. 
-Akurat.Jesteś zazdrosna?-spytał Bazyl.
-Ależ skąd.Dobra,to gdzie dzisiaj idziemy?
-Musicie wybaczyć,ale ja się nigdzie nie ruszam.Tutaj jest po prostu bosko i już.
-Ale mieliśmy...?
-Wiem,wiem.Spóźnialiście się i jak na was tak tu czekałem zrobiło się tak przyjemni ciepło.
-Ty leniuchu!!!
-To moja wina.Chciałbym pokazać coś tej małej.Zrobiło mi się jej żal,że siedzi tak w klatce i....
-No i masz!Dobre serce Bazyla.W takim razie...-Fiona obrażona uniosła ogon-...idę sama.
I dała nura za płot.

sobota, 1 listopada 2014

Królicza historia

Wreszcie po długiej i wyczerpującej wycieczce Bazyl i ja pobiegliśmy na dobrze mi znany ogród.Mój ogród.
 Dziwne,ale klatka była rozmontowana,a raczej jej części były porozrzucane po całym ogrodzie,a płócienny dach rozerwany na strzępy.
-Co tutaj się mogło stać?
-Twoja Pani wpadła w furię,że nie domknęła klatki i ty uciekłaś.
-To jak ja teraz....Nie chcę spędzić nocy na takim wietrze.
-Chyba mam pomysł!Poczekaj tu...albo chodź ze mną.
Podbiegliśmy do kuchennych drzwi,a Bazyl wskoczył na dach auta.
-Widzę twoją Panią,może....

poniedziałek, 13 października 2014

Królicza historia

Pobiegliśmy w stronę kolejnego ogródka.Byłam tak podekscytowana tym wszystkim,że skakałam po wszystkich kamykach nie zważając na to co dzieje się wokół mnie.
I w końcu stało się.Walnęłam całą siłą w coś miękkiego.
-Auł!-jęknęłam przerażona i potarłam biedną główkę.
-Masz szczęście,że to nie ściana.-zaśmiał się Bazyl-Chcę,żebyś kogoś poznała.
-A co ty mi tu przyprowadziłeś?To na pewno nie jest mysz,a ma za krótki ogon i za długie uszka jak na szczura?
-To jest króliczka Daizi.Siedziała w klatce u sąsiadki i postanowiłem wyrwać ją stamtąd w wielki świat.
-Aha!Teraz rozumiem!Ciekawość silniejsza od zostania w domu?Błąd.Zgubi się i...
-Nie martw się.Odprowadzę ją.
-OK.Witaj Daizi jestem Fiona-kicia o mleczno-białym futerku z czarnym pyszczkiem skłoniła się dostojnie.Miło mi cię poznać.Koledzy Bazyla są także moimi kolegami.
-Mnie też jest miło,tylko dlaczego tak wszyscy chcecie,żebym wróciła do mojej Pani?
Nienawidzę siedzieć w tej klatce i wiecznie obrywać za to,że coś pogryzłam,no i wiecznie robi porządek w moim domku.
-Ona się tobą opiekuje,żebyś miała czysto i miała co jeść.
-Tak,ale dlaczego wymienia wiecznie siano?Nie może zostawić tego starego.
-Dziwna jesteś.Ona nie chce żeby robaki się tam zagnieździły.

wtorek, 30 września 2014

Królicza historia

Jak to w ładny dzień Pani znowu wzięła mnie do ogrodu i wsadziła do"kojca".
Przez cały dzień takiego siedzenia naprawdę robi się nudno i wtedy przyszedł on-czyli kot.
-A może mały wypad do sąsiada za płot.
-Tak!!!Ale jestem uwięziona.
-Zaraz ci pomogę.
Niestety Pani zostawiła niedomknięte drzwiczki i kot z łatwością przesunął zasuwkę otwierając Daizy drogę na wolność.
-I już tak...mogę iść?
-Nie.Jest parę spraw,które musisz znać.A najlepiej trzymaj się blisko mnie i nie uciekaj daleko.Musimy tutaj wrócić.
-Ale po co?
-Później to zrozumiesz.

Szybko wyskoczyłam z kojca i od razu chciałam pobiec daleko,daleko przed siebie,chciałam się wreszcie dowiedzieć co kryje się za tym wysokim płotem i tak dziwnie pachnie,a czasami szczeka,byłam gotowa poznać cały trawiasty świat i wąchać każdy zapach,który tam znajdę,chciałam już teraz poznać więcej takich kotów jak ten obok mnie.
-Nie tak szybko!!!Mamy przecież cały dzień.Musisz wiedzieć,że nie wszystkie zwierzęta są tak miłe i dobre jak ja.Niektóre z nich będą chciały cię zalizać na śmierć lub pogryźć.Dlatego nie wychylaj się.OK?
W jego oczach mogłam dostrzec wiele mądrości,które nabył w czasie swojego kociego życia,i które chciał przekazać mnie-małemu króliczkowi.
-OK.Będę się trzymać blisko i postaram się nie uciekać.
-Dobrze!I musisz też pamiętać o autach.
-Autach?!A co to takiego?
-Ludzie całymi dniami jeżdżą takimi budkami na kółkach-czyli autami po ulicach,no i tam to trzeba naprawdę uważać.Paru moich kumpli nie było dostatecznie szybkich i....
Zamilkł i odwrócił swoje kocie oczy.
-I co?
-Zostało z nich tylko futro lub zostali przecięci w pół.Straszne,więc radzę ci trzymać się z dala od ulicy.
-Jasne.Zapamiętam.
-OK.Chodźmy już.
Kot podszedł do płota i wspiął się wysoko spoglądając z góry na mnie.
-Zapomniałem,że ty się nie wspinasz,ale spokojnie obejdziemy ten płot i kłopot z głowy.Zresztą możesz też podkopać się.Zaraz ci pokażę.
I kot zaczął kopać dziurę pod płotem.
-I jak?Teraz ty spróbuj?

środa, 13 sierpnia 2014

Królicza historia

Już teraz wiem,że mogę bez strach wyskakiwać z klatki i chodzić po całym pokoju,a tam tyle rzeczy do obgryzania.Najfajniejsze są takie długie,czarne-nie wiem co to,ale jak się gryzie to taki prąd przechodzi przez moje ciałko.Lubię to,to tak jakby coś łechtało mnie po brzuszku.No jeszcze są drzewka,ale nie wszystkie są miękkie do gryzienia.
Tylko nie mam pojęcia po co są te kolorowe,dziwne patyczki.Mam je wszędzie w klatce,no i wiecznie mnie przepędzają jak coś gryzę-czy oni nie rozumieją,że to fajna zabawa.Wiecznie tylko słyszę"Daizi,Daizi!!!"
Dzisiaj założyli mi coś co nazywa się"szelki"i dali mi wybiec na"ogród".
Ale ekstra!!!Zielono wszędzie i tyle fajnych smaków i zapachów i para oczu na płocie,które mnie bacznie obserwują.
Złapały mnie ręce Pani i wsadziły do klatki,ale innej,takiej okrągłej z zielonym dachem.
Teraz te wielkie oczy zeskoczyły z płotu i usiadły na przeciw mnie.Przyglądały się,wąchały wokoło,ale nie mogły tutaj wejść.
Po chwili"wielkie oczy"gdzieś uciekły a w mojej klatce pojawił się domek z drewna.Ale jakie to dobre,niczym chatka z piernika.

piątek, 11 lipca 2014

Królicza historia

I znowu strasznie potrzęsło i przestało.
Siedziałam wystraszona w tym ciemnym miejscu i słuchałam co dzieje się na zewnątrz.
Wreszcie ujrzałam coś strasznie jasnego.Przymrużyłam oczka i czyjaś ręka dotknęła moje futerko.Dziwny zapach,stresująca sytuacja...uwolnijcie mnie stąd!!!
Wreszcie ktoś złapał pudełko i przewrócił tak,że mogłam bez stresu wskoczyć do mojego nowego domku.
Ale duża ta klatka!!! 
I tylko dla mnie!?
Mój domek z drzewa,sianko tylko dla mnie,do wodopoju nikt się nie ciśnie i własny spodeczek z jedzonkiem.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Królicza historia.

Mam już dwa lata-chociaż u Nas zwierząt lata liczymy inaczej niż u Was-ludzi,ale jestem na tym świecie dwa(ludzkie)lata i tyle samo mieszkam z moją"przybraną"nie-króliczą mamą.

Po prostu.
Siedziałam sobie zamknięta w czymś,co Wy nazywacie klatką,a obok mnie biegały znerwicowane i strasznie podniecone nie-króliki.
Długi tułów,małe uszy,długie futro,krótkie łapki-dziwne?

czwartek, 16 stycznia 2014

XXX

Tamtego dnia obudził mnie jasność w moim wielkim,nowym pokoju.
Nie mogę się przyzwyczaić,że budzę się i będę się budzić w nie swoim ciemnym pokoju,ale w pięknie pistacjowym,dużym pokoju z lustrem na ścianie i wielką szafą i z baldachimem nad mym miękkim łóżkiem.

Na stole obok okna stoi wazon a w nim białe piwonie,które w koło roztaczają swoją wspaniałą woń,a w oknach śnieżnobiałe firanki i pistacjowe zasłony.
Na przeciw łóżka wisi wielki obraz dziewczyny z psem-czy to aby nie ja.
Ktoś zapukał cichutko do drzwi i zaraz do pokoju wkroczyła moja matka i przyszła teściowa z pysznym śniadaniem.
Wyskoczyłam z łóżka i otwarłam okiennice-a to cóż.
Słońce wesoło wskoczyło do pokoju przynosząc wspaniałe zapachy wiosny i rozświetlając najmniejszy zakamarek pokoju.
Burek  stanął w oknie machając ogonem i wręczył mi liścik.

poniedziałek, 22 lipca 2013

XXX

Idę w głąb domu.Mijam kuchnie i schody.Dzieciaki już w łóżkach,jeszcze słyszę Annę krzątającą się w łazience.Spoglądam w ciemny kąt.Tak,tam są drzwi,za którymi można znaleźć wspomnienia.
Przekręcam klucz.
Słyszę zgrzyt zamka.
Naciskam lekko klamkę i popycham drzwi.Skrzypią.
Od lat zapomniane teraz o sobie dają znać jakby chciały wykrzyknąć"Nareszcie mnie otwarłaś".
No cóż,gdyby nie kluczyk w biurku nikt nie wiedziałby,że tutaj skrywają się jakieś drzwi,a za drzwiami...pokój pełen pamiątek,zdjęć,wspomnień.
Wchodzę powoli do środka i szukam kontaktu,ale światło i tak się nie zapala.Podchodzę do biurka i próbuję zapalić małą lampkę ale nic z tego.
Wracam z powrotem do kuchni.
Wiem,że Anna trzyma w szufladce świece wraz z letarką.Biorę świece i zapałki.
Lubię romantyczne nastroje.
Zapalam.
Małe płomyczki po mału rozświetlają zakurzony pokój pełen prześcieradeł i pajęczyn.
Spoglądam na sprzęty zostawione w kątach i zdjęcia na szafkach.
Smutne czasy pełne bólu i łez.
Czy uda mi się opowiedzieć o nich raz jeszcze?Czy będę miała siłę otworzyć te drzwi znowu i wpóścić tu wnuki?
Może jeszcze nie teraz.
Powspominajmy jeszcze czasy radosne.

niedziela, 7 kwietnia 2013

XXX

Dzień chylił się już ku zachodowi i lampki wzdłuż ścieżki zaczynały się po mału zapalać.
-No dobrze!Wystarczy na dzisiaj!Jemy kolację,myjemy zęby i do łózka!
-Ale jutro będziesz opowiadać dalej?
-Jasne.
-Obiecujesz?
-Tak.Obiecuję.No już!Kolacja czeka!

Po kolacji,gdy wnuki poszły już spać wróciłam do pokoju.
Dotknąć Je.
Tak dawno nie oglądane,wyniesione na strych,pokryte kurzem czasu.Jeszcze raz wziąść je do ręki,poczuć ich zapach,fakturę,kolory,które tylko ja pamiętam.
Przeżyć wszystko od nowa.
Przypomnieć sobie chwile radości,bez których nie było by mnie tu i chwile smutne,które musieliśmy przejść.

sobota, 9 lutego 2013

Już pod wieczór gdy pani domu zaświeciła lampiony na tarasie zawołałam Burka i życząc dobrej nocy odeszłam w kierunku wioski.
Pies biegł przodem i gdy doszedł do wioski od razu przyprowadził matkę.Miałam rację,że się martwiła.Wezwała mnie i powiedziała,że pójdę spać bez obiadu.
Przeprosiłam ją i wręczyłam jej wielki kosz pełen słodkości i ziół.
-Skąd to masz?Ukradłaś?Mówiłam ci tyle razy choćbyś miała umierać z głodu nie kradnij!
-Ale ja tego...
-I jeszcze do tego kłamie!
-Nie!Jak mogłabym cię okłamać.Ja to...

-Nie chcę tego słuchać!Idź spać,a jutro odniesiesz to z powrotem.Że też na starość takie coś mnie spotyka.I kto mi to robi?No kto?!Moja własna córka!
Stałam tam na środku wsi drżąc z zimna,z oczu spływały łzy.Ludzie słysząc wrzask mojej matki powychodzili z domów i patrzeli na rozgrywającą się właśnie scenę.
Matka złapała mnie mocno za ramię i poprowadziła do domu.
-Powinnaś się wstydzić.Jutro będziemy na językach całej wsi.Co za wstyd.-pokiwała głową-Co za wstyd.
-Ale to ty...
-Nie odzywaj się do mnie.Czekam na ciebie,oczy wypatruję,a ty znikasz gdzieś i to na cały dzień!Idź już spać.

Nazajutrz obudziło mnie pianie kogutów we wsi.Szybko wstałam i wybiegłam przed dom.Słońce już rozpoczeło swoją dzienną wędrówkę po niebie,dzieciaki sąsiadów wyganiały gęsi z zagród,psy szczekały radośnie plątając się im pod nogami.
Kolejny ciepły dzień.
W powietrzu dało się czuć ziemię spaloną słońcem,można było usłyszeć ptaki śpiewające   między gałązkami drzew,w ogrodzie Burek szukał już jakiegoś cienistego miejsca na spędzenie tam reszty dnia.
Matka krzątała się w obórce i karmiła prosiaki.
-Czego stoisz i się gapisz!?Bierz wiaderko i nakarm kury a potem przyjdź na śniadanie!
Dostaliśmy świeże mleko od sąsiada.No już!Pospiesz się!Musisz jeszcze odnieść kosz!
Szybko uwinełam się z kurkami i z jajkami w ręce wróciłam do domu.
-O dzisiaj mamy więcej jaj!To dobrze.Trzeba odpłacić za mleko.No siadaj że!
Jadłam przez chwilę w ciszy,ale jedna myśl nie dała mi spokoju.
Wczorajszy dzień.
Gdy wieczorem wróciłam do domu i kładłam się spać bałam się zasnąć,bo co by było gdyby to co się stało było snem i teraz obudziłabym się z tego snu.
Długo myślałam o tym co mnie spotkało i myślałam jak nakłonić matkę,żeby poszła ze mną.
Popatrzałam na kosz pełen ziół.
-Matko...!
-Co jest...?
-A może pójdziesz ze mną odnieść kosz i...?
-Jeszcze czego!Mało to mam pracy tutaj!
-Ale przekonasz się,że nie kłamię?!
-Przestań opowiadać!Pójdziesz tam zaraz i...bez słowa!
-Ale...?
-Co mówiłam?
Spuściłam głowę.Chciałabym żeby w końcu uwierzyła moim słowom.Wiem,zawsze lubiłam zmyślać,opowiadać przedziwne rzeczy,pleść głupoty,w które nikt nie wierzy,ale...
Teraz było inaczej.Teraz działo się na prawdę.
-Mamo!
-Nie proś mnie więcej!
-Jeśli ze mną pójdziesz i to co mówię będzie nieprawdą to przez całe lato będę gotować dla prosiaków i je karmić!
-??
-Powiesz co mam robić i nie będziesz musiała wstawać o świcie.
-Jesteś pewna?
-Tak.Tylko pójdź ze mną?
-No dobrze.A gdzie to mam iść?
-Do lasu.
-Chyba oszalałaś?
-Nie!Pamiętasz ten stary domek gdzie bawiły się wszystkie dzieci ze wsi?
-Tak?
-Pójdziemy tylko tam.
-I zaraz wracamy?
-Tak!
-No dobrze.Wygrałaś.Pójdę z tobą. 
Połykając  szybko jajecznice myślałam o tym jak będzie zdziwiona moja mama gdy tam dojdziemy.Już nie moglam się doczekać.Jeszcze tylko pomyję talerze,uczeszę włosy i już jestem gotowa.
-Nie zapomnij kosza?!A może po drodze zaniesiemy jajka?
-Jasne!Włożę do kosza i już...
-Tylko pamiętaj coś mi obiecała!
-Jasne!
-Widzę,że jesteś strasznie pewna tego co mówisz.Aż się boję.
Zamknełyśmy domek i wolniutko podreptałyś my w kierunku lasu.Burek wybrał się z nami i teraz biegł przodem wskazując nam drogę.Zmęczone słońcem wreszcie dotarłyśmy do lasku i przysiadłyśmy na wielkim kamieniu.Dobrze,że wziełyśmy ze sobą wodę.
Co za lato?
Nikt nie pamiętał,kiedy ostatni raz padało.A przydało by się trochę deszczu.Zboże na polach było strasznie  suche,inne plony na polach też nie wyglądały urodzajnie i do tego trawa tak sucha jakby zaraz miała się zapalić.
-Nie pamiętam takiego lata.Wszystko suche i...obumarłe.Zaczynam się bać nadchodzącej zimy.
-Damy sobie radę.Nie martw się.
W lesie szło się o wiele raźniej.Wreszcie dotarłyśmy do płotka,który tak mnie wczoraj zaskoczył.
-Ale też się urządzili?
-To ty wiedziałaś...?
-Tak.Sąsiadki coś wspominały,że ktoś wykupił to miejsce i mają zamiar budować tu dom.
Nawet ładny.I ty...to z tąd ten kosz!Chyba oszalałaś!Co by się stało gdyby cię złapali!
Obeszłyśmy domek wokoło i przystanełyśmy przy furtce.Burek radośnie zamerdał ogonem gdy usłyszał tak dobrze znane mu już psy.
-O!Witaj!-z werandy ku nam biegła już starsza dama,żeby otworzyć nam furtkę i wprowadzić do ogrodu.-Tak się cieszę,że znowu nas odwiedziłaś i przyprowadziłaś swoją mamę.Mój syn się ucieszy.Chwilowo go nie ma,jechał załatwiać jakieś sprawy,ale usiądźcie.
-Moja matka kazała mi odnieść kosz bo myślała,że go ukradłam.
-Ależ nie.Amelia jadła wczoraj z nami obiad i tak się martwiła o panią,że postanowiliśmy i panią poczęstować łakociami.
-To to...prawda.Mówiłaś...prawde.
Matka mi uwierzyła.Potem długo jeszcze rozmawiała z damą i dopiero gdy podano obiad i Krzysztof wrócił z miasta przypomniałyśmy sobie o jeszcze czekającej nas pracy.
Teraz wracałam tam codziennie.Starsza pani uczyła mnie języków i obycia w towarzystwie,najnowszej mody,razem z nią wyszywałam obrusy i chusteczki.
Nie musiałyśmy się obawiać już zimy.Zawsze byłyśmy mile widzianymi gośćmi w ich domu.

piątek, 4 stycznia 2013

PEWNA HISTORIA

Nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo byłam przejęta tym,że siedzę przy tak pięknie zastawionym stole.Świecące sztućce,czyste,porcelanowe talerze,biały obrus,zapachy wydobywające się z pod pokrywek.Wszystko to zdawało mi się być pięknym snem i gdy tylko dotknę jednej z tych pięknych rzeczy będę musiała się obudzić i wrócic do rzeczywistości.
A uwierzcie mi,nie chciałam się obudzić.
Ostrożnie dotknełam końcami palców białego obrusa i nic się nie stało,pogładziłam palcem sztućce,które niby lusterka odbijały promienie słoneczne...i nic.
Odetchnełam z ulgą.Naprawde nic nie znikło.

poniedziałek, 8 października 2012

PEWNA HISTORIA

Szukałam oczami naszego starego domku zabaw,a ujrzałam ... pałacyk.
Zza drzew ujrzałam białe ściany domu wtulone w stare krzaki róż niczym w mięciutką   kołderkę.Wielkie,niebieskie okiennice były pootwierane na oścież i w każdym oknie można było dostrzec białą firankę.Kolumienki przy drzwiach podtrzymujęce mały daszek otulone były bluszczem,a z daszku zwisały pędy glicynii.Po prawej stronie od drzwi usytuowana była weranda,gdzie stał stół okryty kremowym,długim obrusem,a na stole stała porcelanowa zastawa.W dużych białych donicach naokoło werandy wyglądały kolorowe oczka bratkòw. Obok płotu stały tuje niczym żołnierze stojący w szeregach.

środa, 19 września 2012

PEWNA HISTORIA

Na chwilę babcia przerwała i zapatrzyła się w dal.Usiadła wygodniej w fotelu wtulając się w miękkie poduszki i ręką sięgła po ziołową herbatkę stojącą na stoliczku obok małej lampki ze śmiesznie posklejanego,kolorowego bristolu.
Upiła łyczek i z błogim uśmiechem podąrzyła w przeszłość do swoich młodzieńczych,pięknych lat.
Przymknęła oczy i lekko westchneła.
-Babciu!Dobrze się czujesz?
-Ależ oczywiście moje dziecko.Nie czułam się tak wspaniale od śmierci waszego dziadka.
 Wspaniałe wspomnienia.Niezapomniane czasy.Cieszę się,że mogę je komuś opowiedzieć.-babcia znowu przymknęła oczy,ale nagle je otwarła jakby coś sobie przypomniała.-Pamiętacie fotografie,które pokazywaliście mi wczoraj?
 Na strychu w starej szafie powinno leżeć pare albumów.Dziadek bardzo lubił fotografować.
-Ta stara szafa z twoimi sukniami i...!!!
-Tak!?

czwartek, 16 sierpnia 2012

PEWNA HISTORIA

Kończy się kolejne lato i już jesień za progiem czeka,a razem z tą jesienią czekają pytania.

Jaka będzie nadchodząca zima?

Czy zdążymy nazbierać chrustu na całą zimę?

Czy w spiżarni jest wystarczająco dużo zapasów żeby przeżyć do wiosny?

Czy nasze ubrania i buty są dostatecznie dobrze połatane żeby ogrzać nasze grzbiety?

Czy nasze izdebki i okna są wystarczająco dobre by powstrzymać wszędobylski chłód,który potrafi wedrzeć się w każdy zakamarek dziurawego domu?

A może tym razem zima będzie łagodna i łaskawie pozwoli nam cieszyć się cieplejszymi dniami,mniej zmrożoną ziemią,nie spowoduje tylu chorób i śmierć nie zbierze tak wielkiego żniwa jak w poprzednich latach.

Nasza wioska kurczy się z każdym rokiem.Każda zima to wiele małych trumien przysypanych zimną ziemią i zaspami codziennie padającego śniegu.To przeogromny ból matek,które nie mają już sił i zdrowia,by urodzić,wykarmić i wychować kolejne dzieci.

Przez całą wiosnę i lato patrzysz na te małe,uśmiechnięte twarzyczki wierząc,że oto wyrasta kolejne pokolenie,które da wsparcie swoim rodzicom,będą troszczyć się o wioskę,o pola i zagony,że ta społeczność na nowo odżyje.Ale podświadomość mówi ci,że ich oczy są zbyt zapadłe,ich cera szara,brzuszki głodne,rączki i nóżki tak chude,że zima weźmie je ze sobą.

Nasi ojcowie,bracia,kuzyni,wujowie,mężowie poszli na wojnę i...wróciło ich niewielu.Chorych,bez rąk i nóg,niezdolnych do pracy.

To my kobiety musiałyśmy radzić sobie z oraniem pól,sianiem i zbieraniem tego co wyrosło.To my musiałyśmy wstawać rano,karmić zwierzęta,wychodzić w pole,by doglądać czy coś jeszcze urodzi nasza ziemia,chodziłyśmy do pobliskiego lasu zbierać zioła,jagody i grzyby,zaprawiać na zimę do słoików i z trwogą patrzeć na nasze domki,które coraz bardziej gięły się w stronę ziemi.

Pamiętam tamten dzień kiedy stojąc na łące zobaczyłam mężczyzn z naszej wioski powracających z wojny.Tak bardzo ucieszyły się kobiety na tą wiadomość,lecz gdy tylko dotarli oni do domów uściski i wesołe powitania zamieniły się w płacz.

Ojciec stracił nogę,a rana nadal  była otwarta i ropiała,wuj został postrzelony w łydkę i ledwo powłóczył nogą,nasz sąsiad został przyniesiony na noszach,mój brat,tak jak wielu... młodych chłopaków... nie wróciło.

Spoczywali gdzieś tam w lasach,a znakiem,że tam polegli były białe,brzozowe krzyże.

 

Choroby dawne

Trochę dziwny ten tytuł,albo i nie.Sami się państwo mili przekonacie. No bo przez ten ostatni rok to tyle chorób się potraciło,a co niektóre...