niedziela, 3 stycznia 2021

NOWY ROK

     Witam Was wszystkich w tym Nowym Roku i mam nadzieję,że będzie lepszy od tego,który właśnie się skończył.

    Wierzę,że telewizja i stacje radiowe przestaną nas straszyć tą straszną pandemią,która jeszcze nie przeskoczyła w liczbach epidemii dżumy.

    Wreszcie otworzą kościoły i pozwolą wiernym przychodzić na mszę,no bo ile razy można spożywać "ekranową"hostię.

Wydaje mi się,że On powiedział:

          "Bierzcie i jedźcie to jest ciało moje"

a nie:

          "Patrzcie na ucztę,którą Wam przygotowałem i najlepiej pozostańcie w domach"

Co do tych kościołów to zaczynam pomału wątpić w tych prawdziwych katolików,bo czyż katolik nie powinien spożyć komunii i (jeśli znajduje się w niebezpieczeństwie) cieszyć się,że za chwilę dołączy do największej uczty przygotowanej tam w niebiosach.

A może już nasza wiara stała się taka "oglądnąć i odhaczyć jako zaliczone".

   Może wreszcie otworzą szpitale dla wszystkich.

Wiem,że brzmi to poniekąd śmiesznie,ale tak to już jest w tych czasach lekarze składają przysięgę Hipokratesa,ale chyba myli im się służba dla człowieka ze służbą dla pieniądza.

Bo jak wytłumaczyć,że szpitale z chorymi na covid mają płacone po 800 złotków od łóżka nawet tego pustego,a taki cukrzyk czy chory na raka nie przyniesie za wiele zysku więc trzeba go wozić tak długo ambulansem po szpitalach aż wyzionie ducha lub umrze w samotności parenaście kilometrów dalej od swojego miejsca zamieszkania.

Smutne lecz prawdziwe.

I kto tu uwierzy,że doczekał takich czasów.

Ale głowy do góry przecież mamy szczypionkę i duża liczba ludzi się zaszczepi,no bo przecież ufamy całym sercem lekarzowi.

Ufamy mu na tyle mocno,że na jednej szali położę moje zdrowie bezcenne,a po drugiej pieniądze i wierzymy w to,że ten dobrotliwy człowiek jednak wybierze ratowanie naszego życia,które(nie łudźmy się)jest bezcenne tylko dla Nas(lekarz będzie nas traktował tylko jako dojną krowę).

No w sumie to nie musicie czytać tych moich dyrdymałów i już możecie stanąć w kolejce po szczepionkę.

       Szczęśliwego Nowego Roku.


Nowy Rok 2021 Obrazki, zdjęcia na facebook - ObrazkiOnline



 

niedziela, 19 stycznia 2020

Życie.

                                 W życiu jest ważne tylko to żeby przeżyć.
                                   Nie ważne czy jesteś bogaty czy biedny
                                               Czy jesteś chudy czy gruby
                               Czy jesteś brzydki czy w cholerę przystojny
                                               Czy jesteś mądry czy głupi
                               Czy masz własny interes czy pracujesz w korpo
                                             Czy dużo zarabiasz czy mało
                                  Jesteś katolikiem,muzułmaninem,buddystą
                                     Pisarzem,piosenkarzem,aktorem,artystą
                                            Politykiem,faszystą,rasistą,itp...
                                        Nie ważne czy jesteś dobry czy zły
                       Urodziliśmy się żeby przeżyć i nie jest ważne jak to zrobisz
                                  Bo ludzkość i tak zapomni o Tobie tak szybko 
                                 Jak szybko ktoś umieści na Facebooku nową 
                                             Niesamowitą wiadomość
                            Ludzkość uczy się tylko zapamiętać nazwiska tych
                                  Którzy stworzyli coś potrzebnego dla świata
                                              Ale i ich życie było ciężkie
                               Dlatego nie warto zazdrościć innym tylko 
                 Samemu przeżyć to życie jakkolwiek ono będzie wyglądało
                                          To przecież TY masz je przeżyć
                            

czwartek, 9 stycznia 2020

Małe zmiany

  I jak tam postanowienia?
Nie wychodzą?
A może za mało się staramy?
Ja trochę się poleniwiłam i postanowiłam wdrożyć moje postanowienia trochę później,żeby nie przeszkadzało mi to,że jakieś urodziny,zaproszenia na kawki związane z Nowym Rokiem i takie tam.
I jak mi idzie?
Po mału zaczynam znowu ćwiczyć jogę,gdyż zauważyłam,że pozwala mi to zredukować ból pleców,staram się nie słodzić herbaty i zaczynam znowu grać na pianinie.
To tylko takie małe kroczki,ale... "Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu."

  A jak Nowy Rok to i nowy wygląd.
Trzeba się trochę odmłodzić i zaszaleć u fryzjera,a może pójść do manikiurzystki i w końcu zrobić fajne paznokcie,bo pracując w fabryce nie moglam sobie pozwolić na taki luksus.
Ale to też nie wszystko na raz.

  Najpierw zrelaksujmy się u fryzjerki i dodajmy trochę białych kolorów(potem doda się więcej)...


...i jeszcze pomyślę o paznokciach,bo na te połamane to już nie mogę patrzeć każdy krótszy od poprzedniego.

  Ale pochwalę się za to"Kalanchoe",które udało mi się utrzymać przez rok nie zalewając tego grubosza i"otrzymałam"kwiaty,a to tylko dlatego,że przez dwa tygodnie w listopadzie zaciemniałam go kartonem między 16:00 a 10:00.
I takie cudo mi wyszło:


           No to siemka!!!
           Do następnego...

środa, 1 stycznia 2020

Nowy Rok

       Z Nowym Rokiem wkroczmy w nowe życie(a przynajmniej chciałabym).
Postanowienia postanowieniami i wiemy co sie z nimi później dzieje.
Robimy sobie wielkie postanowienia,bo idzie Nowy Rok i trzeba schudnąć,częściej biegać,chodzić na siłkę i takie tam.
Pochopnie i na szybko bez rozmysłu rzucamy życzenie żeby być szczęśliwszym i zaimponować innym,a może chcemy się dowartościować,a po paru dniach wraca się do rutyny i jest jak zawsze.
Jak tu coś zmienić w swoim życiu?

      A może by tak zacząć od małego kroczku i zamiast od razu biegać zmusić się tylko do wyjścia,zamiast od razu rzucać cukierki w kąt nauczmy się nie słodzić kawy czy herbaty.

    Małymi kroczkami do celu!
Tak samo ja małymi kroczkami uzbierałam sumę na moje wymarzone wakacje i wierzę,że wreszcie w tym roku spędzę świetne wakacje.
No,ale na to mam jeszcze czas choć już po mału muszę zacząć planować gdzie i co dokładnie chcę zwiedzić,a że udało mi się spotkać przemilą koleżankę w pracy,która z przyjemnością zobaczyłaby ten sam zakątek świata no to na co czekać.


    Ale nie ma tutaj czasu na rozmyślaniem co będzie.

Cieszmy się raczej tym co jest teraz,a teraz jest PIERWSZY DZIEŃ STYCZNIA 2020 ROKU i życzę Wam wszystkim,aby ten Nowy Rok przyniósł błogosławieństwo.

                         "Niech Cię Pan błogosławi i strzeże.
      Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą,
                         niech Cię obdarzy swą łaską.
               Niech zwróci ku tobie oblicze swoje
                       i niech Cię obdarzy pokojem."
                                                                             LB 6,24



     

poniedziałek, 18 listopada 2019

Co się kotu śni?

Sen to czas regeneracji i odpoczynku naszego organizmu.Naładowanie naszych baterii na kolejny dzień.
Może być długi i głęboki,że nawet stado słoni przebiegajacych przez pokój nie mogło by cię obudzić.
A czasami jest płytki i nawet cicho przesuwająca się wskazówka w zegarku mogła by od razu postawić na nogi.
Są i tacy,którzy nie zasną gdy jest pełnia czy też lunatycy.
Sny nasze też się różnią kolorami,tym co przeżyliśmy,jakie filmy oglądamy,o czym marzymy,a czasami nie mamy ich wcale.

Ale ja tu nie o naszych ludzkich snach,tylko o tych kocich-chodź na nich wogóle się nie znam,ale widząc jak bardzo moja kociura rozciąga się na  łóżku mogę powiedzieć tylko jedno:
                      - na pewno czuje się bezpiecznie,
                      - jest mi tak dobrze i wygodnie.
                              "Mam miejsce,żeby poleżeć na jednym boczku...


                                               ... i obrócić się na drugi boczek...
 
...potem przytulę się do pieska ...


... jeszcze rzucę okiem,czy mogę jeszcze pospać ...

 
 ... porozciągamy łapki ...


... i dalej śpimy...

... na jeżyka"


wtorek, 5 listopada 2019

Krótki wypad.

No tak, bo dokładnie na dwa dni. Oczywiście nie liczę dwóch dni podróżowania.
I mogę nawet powiedzieć, że nasze linie lotnicze LOT pozytywnie mnie zaskoczyły. Leciałam z nimi pierwszy raz i powiem, że chyba zmienię przewoźnika.
Cena biletu tylko trochę różniła się od tanich lini lotniczych,którymi bezpośrednio mogłabym lecieć do Londynu,a tu musiałam lecieć z przesiadkami.
Muszę też przyznać,że jestem osobą bezdzietną i niestety zaczynają mnie męczyć loty z większą liczbą dzieci na pokładzie(nie mam nic przeciwko rodzicom latającym ze swoimi pociechami),a tutaj taka cisza,że nie musiałam zakładać słuchawek,żeby poczytać książkę,a tym bardziej się wyspać.
Samolot też nie był zbyt duży bo siedziały tylko po cztery osoby w rzędzie(dwie po prawej i po lewej) a nie po sześć,gdzie czasami jest problem jeżeli osoba spod okna chce wyjść do toalety to jedna ze środka i ze strony wewnętrznej musi wyjść(trochę to takie"skakanie").
Dolecieliśmy z mamą na małe lotnisko,które trochę próbuje się rozbudować(choć tam mało miejsca,bo to stare doki)London City Centrum i zaraz kupiłyśmy sobie bilet na metro(nie pierwszy raz jeżdżę po Londynie metrem więc wiem jak się tam nie zgubić)i dojechaliśmy do Earl Court do wcześniej zamówionego już hoteliku. 
Nie należymy do osób wygodnych więc czy to 2,3 lub ilekolwiek gwiazdkowy nie robi różnicy,ważne,że są łóżka,łazienka,toaleta i można sobie zaparzyć kawę lub herbatę.
I tak też było.
Luksus na całego.
W pierwszym dniu podjechaliśmy pod Big Ben i Parlament,który jeszcze jest w remoncie,ale zegar nie jest całkowicie zasłonięty jak wtedy,gdy widziałam go ostatnio.
Z pięknego,otoczonego bujną roślinnością St.James`s park

gdzie oglądaliśmy czarne łabędzie(a myślałam,że one tylko są w bajkach;)))


 przeszliśmy do Buckingham Palace.
Potem wpadlimy jeszcze na angielskie śniadanio-lunch niedaleko Piccadilly Circus,potem jeszcze raz przez most obok parlamentu,London Eye,teatr Szekspira i znowu na drugą stronę do St.Paul`s Cathedral.
Tam wypiliśmy kawkę i zjedliśmy po ciasteczku,jeszcze małe zakupy na kolacyjkę i
do hotelu.
No i cóż nam zostało na drugi dzień?
Obudził nas deszcz czyli standart na wyspach i pojechaliśmy do Tower of London,zjedliśmy niedaleko śniadanie


kupiliśmy bilety i cały dzień zwiedzaliśmy zamek(już się trochę rozpogodziło).Cały dzień porządnej angielskiej historii,a najważniejszy punkt to miejsce uwięzienia i ścięcia Anny Boleyn.
Potem już tylko obowiązkowe zdjęcie przy Tower Brigde,
tęskne,bo ostatnie spojrzenie na szklane drapacze chmur,


małe zakupy w pobliskim sklepie i do hotelu na kolację.
A wczesnym rankiem czekała nas ta sama podróż jaką odbyliśmy pierwszego dnia,tylko że w drugą stronę do domu.


Jechałam,żeby załatwić pewną sprawę,ale się nieudało za to mama miała wspaniały prezent urodzinowy.

                           HAPPY BIRTHDAY MUM!

poniedziałek, 28 października 2019

Małe arcydziełka.

Ostatnimi czasy bardzo polubiłam wyszywanie na kanwie plastikowej.
Sztywną kanwę możne trzymać w ręce,można wyciąć sobie z całej kanwy tylko tyle ile potrzebujemy na małe arcydzieło i nie muszę szukać ,gdzie jest następna dziurka,co przydaża mi się przy małych oczkach.
Dodatkowym plusem jest,że mogę szybko skończyć małe,kolorowe rękodzieło i wywiesić je w oknie,zawiesić na firance,na drzwiach lub umieścić między listkami kwiatów jak te maluchy.
Takie kochane,małe arcydziełka.


Te małe,niebieskie  zawsze przywodzące mi na myśl Holandię,niczym małe kafelki zdobiące stare kafelkowe piece.        
                                                                   
Praktyka czyni mistrza.Po paru bałwankach na choinkę i kurczaczkach,które rozbiegły się po kwiatkch uznałam,że dobrze będą się reprezentować gdy pod spód robótki doszyję kawałek kolorowego materiału,a i tył takiej pracy wygląda estetyczniej.

I kolejne aniołki mogą pofrunąć na choinkę bądź inną dekorację Bożonarodzeniową.

piątek, 18 października 2019

Koteczek

Już chyba więcej niż miesiąc upłynął gdy znajoma z pracy przyniosła mi tą białą kulkę.
Taki mały hultaj i rozrabiaka,dokładnie jak małe dziecko,wszędzie musi wejść,wszystkie brudy z kątów powymiatać,powyłapywać pająki zza szafek i na wszystko się wdrapać.



Wciąż jej mało zabawy.
Całe fotele potargane,firanki pościągane,kosze powywracane i nogi(oczywiście Moje) pogryzione,bo musi złapać wszystko co się rusza.
Wspina się po zasłonach,ostrzy pazurki na fotelach i wyrzuca wszystkie śmieci z mojego kosza tylko po to,żeby się tam  wygodnie położyć(nie ważne że tylko na dwie minuty).
Uwielbia chodzić do ogrodu. Nie musisz jej wołać dwa razy. Uwielbia skakać po mokrej trawie, wspinać się na drzewa, wąchać kwiaty i przeważnie lubi chodzić za sosną i wskakiwać na moją nogę lub straszyć kurczaki z sąsiedztwa.
Nie można jej dogonić,nie można złapać,wiecznie jej figle w tej małej główce.

Moja kochana FUNIA.



wtorek, 8 października 2019

No i tyle wychodzi z Noworocznych postanowień.Miałam więcej pisać a tu pustka.
Pustka w głowie.
I ten czas tak szybko leci,że nie można nadążyć.
Nowa praca,remont domu,wiecznie jakaś praca na ogrodzie,każdy ma jakieś zamówienia na kapcie

a to torebki ze sznurka


















i jeszcze taka dla bardziej eleganckich












                                                                                                                                lub taka oto dekoracja na papiery toaletowe.



wtorek, 1 stycznia 2019

Nowy Rok

    

     Z Nowym Rokiem nowe postanowienie:

1. Będę rzetelnie prowadzić mój blog.
2. Będę rzetelnie prowadzić mój blog.
3. Będę rzetelnie prowadzić mój blog.

  Wiem,wiem.Postanowienie postanowieniem a potem opadają skrzydła i...jest po staremu.

  Zaczynam z Nowym Rokiem w moim kochanym domu na Śląsku,nieważne,że zakopcony i ciemny,ważne,że przy rodzinie i pełny miłości-bo to w życiu najważniejsze.
Znudziło mi się być materlialistką,kiedy po 10 latach pobytu w Anglii nie znalazłam przyjaciół,bo wszyscy się tylko prześcigali w maniu lepszych aut,a gdy dostali się w hierarchi pracy wyżej nagle zapominali ci mówić:"Dzień dobry".
Mówią,że nie dam rady,że wrócą-tego nie wiem.
Ale jeśli tak się stanie to przed oczami stanie pusty pokój i kątem mieszkanie z kimś obcym. 

    Właśnie znalazłam pewien cytat,który kiedyś spisałam z...niepamiętam,ale warto w ten pierwszy dzień stycznia pokontenplować nad tymi słowami.
Co dla mnie jest najważniejsze?
    

                                "Lepiej jest żyć w prostocie życia napełnionym wiarą w 
                                        Chrystusa Eucharystycznego niż prowadzić wystawne                                                życie,które jest puste jak wydmuszka".

                 Jeszcze raz życzę wszystkim
                                                        Szczęśliwego Nowego Roku.

czwartek, 4 października 2018

...dalsza historia...

     Nastepną książką jest"Biała królowa",która jest już historią córki Jakobiny Luksemburskiej- Elżbiety Woodville.

  Rozkochała ona w sobie młodego króla Edmunda(chociaż ludzie tamtych czasów mówią,że to przez czary),potajemnie bierze z nim ślub i po umocnieniu swojej pozycji w państwie król przyprowadza swoją żonę na zamek,a wraz z nią całą jej liczną rodzinę. 
Królowa wraz z wprowadzeniem się na zamek zaczyna szukać dobrych partii dla swoich sióstr i braci,żeby w razie niebezpieczeństwa mieć poparcie ze strony rodziny.
Nie podoba się to ludziom na ówczesnym dworze,bo uważają,że królowa rządzi krajem zza tronu króla,a z królem się nie dyskutuje.
Ach te wszystkie spiski,plotki i rzekome czary królowej i jej matki.
Ale życie królów nie jest usłane różami i oto po nagłej śmierci króla Elżbieta ukrywa się ze swoimi córkami w  podziemiach kościoła.Jej starszy syn jest przetrzymywany przez swojego wuja w Tower,a młodszego syna pod osłoną nocy wyprawia za granicę.
Ale to tylko książkowa wersja,bo tak naprawdę nie wiadomo co stało się z książętami w Tower.
       
      Kolejną częścią tej serii jest"Córka twórcy królów".

Jest to historia jednej z córek najpotężniejszego w tamtym czasie człowieka Ryszarda Nevilla ,który raz walczył z Edmundem przeciwko Małgorzecie Andegaweńskiej,by później odwrócić się przeciwko niemu i posadzić na tronie jego brata wraz ze swoją córką,a później zawiązać unię z Małgorzatą Andegaweńską i posadzić jej syna na tronie wraz ze swoją drugą córką.
Niestety nie udała mu się dokonać żadnej z tych rzeczy ponieważ Edmund,który był jego podopiecznym i uczył się dobrze strategii od kuzyna, pokonał go.
Anna po niefortunnym małżeństwie z księciem Edwardem zostaje szybko wdowom i dostaje się pod opiekę swojej siostry,która uważa ją za zdrajczynię i robi przykrości.
Dziewczyna ma szczęście,bo zakochuje się w niej młodszy brat króla i pomaga jej uciec.
Po latach udaje się jej zrealizować plan ojca i zostaje królową Anglii,nie na długo,ale jednak.
Zmarła parę miesięcy po śmierci swojego jedynego syna 16 marca 1485 w dniu,kiedy miało miejsce całkowite zaćmienie słońca.

     Kolejną kobietę,która odegrała swoją rolę w wojnie róż znajdziemy w książce "Czerwona królowa".

Znajdziemy tutaj kobietę walczącą o swoje przekonania,że to jej syn powinien zostać następnym królem.
Małgorzata Beaufort zapomniana założycielka rodu Tudorów.
Będąc trzynastoletnią dziewczyną zostaje poślubiona z mężczyzną dwa razy starszym od niej i szybko wdowieje,ale z jej małżeństwa rodzi się chłopiec-Henry Tudor.
Dzisiaj moglibyśmy powiedzieć,że była dewotką wiecznie klęczącą w kościele i przekonaną,że Bóg właśnie jej syna wybrał na króla Anglii.
Wysyła syna wraz z wujem za granicę,a sama spiskuje i mimo niesprzyjających jej czasów i za cenę wszystkiego chce posadzić swego syna na tronie.
I udaje się jej to mimo,że musiała prawdopodobnie dopóścic się zbrodni i ożenić swego syna z córką znienawidzonej przez siebie Elżbiety Woodville.
I to wszystko,by zaspokoić swoje ambicje,żeby mogła podpisywać swoje listy inciałami Margatet Regina.

   I ostatnią z tej serii książką jest"Biała księżniczka".
Najstarsza córka króla Edmunda i Elżbiety Woodville,która zakochana jest w swoim wuju królu Ryszardzie i planują wspólny ślub,ale niestety król ginie na polu bitwy a na tronie zasiada Henryk Tudor i to jemu Elżbieta musi oddać swoją rękę.
Nienawidzi swojego męża,nienawidzi swojej teściowej,niezgadza się z tym co się dzieje jej matce,ale pokornie przyjmuje swoją rolę,rodzi syna i kolejne dzieci.Z czasem nawet zakochuje się w mężu.
Ale jak już wiemy szczęście nie trwa wiecznie i pojawia się rywal,który podaje się za jednego z zaginionych książąt z Tower i jej brata.
To nie jest łatwy czas dla księżniczki,tym bardziej,że jej kuzyn a pretengent do tronu,który mógłby zagrozić Henrykowi jest uwięziony w Tower i już od wielu lat za namową kuzynki próbuje wyswobodzić kuzyna.
Niestety nie udaje jej się uratować brata,ani kuzyna,którzy zostają straceni,a i jej najstarszy syn Artur tuż po zaślubinach z księżniczką hiszpańską podupada na zdrowiu i umiera.

   Nasuwa się tutaj pewna refleksja, mimo,że damy dworu i królowe nie miały za dużo do roboty poza wyjściem dobrze za mąż i zrodzeniem syna,to i one miały wielkie ambicje i to nawet większe czasami niż ich mężowie lub synowie.

   Zapraszam Was do zgłębiania historii,bo naprawdę jest imponująca i pełna tajemnic,a kto nie lubi czytać to zapraszam na filmy z serii "Biała królowa"i"Biała księżniczka".

Choroby dawne

Trochę dziwny ten tytuł,albo i nie.Sami się państwo mili przekonacie. No bo przez ten ostatni rok to tyle chorób się potraciło,a co niektóre...