Ten miesiąc totalnie mnie rozleniwił,ale następny będzie lepszy-obiecuję(tak,tak,obiecanki cacanki).
Ładna pogoda zmusza do leżenia na leżaku i "łapania" słońca,ale postaram się częściej siadać przed komputerem i coś pisać.
A jest o czym.
Kiedyś były na moim blogu zdjęcia jeszcze z pustymi doniczkami,w których posadziłam"małe"co nie co,a teraz już tam coś rośnie.
Fasolka i kalafior,którą sobie bardzo upodobały ślimaki i są częstymi "stołownikami",ale wsypałam grys do doniczek i myślę,że im się to nie spodoba.
Myślałam,co też zrobić z pomidorkami,których nie udało mi się sprzedać i...mam.
Z garażu wyciągłam worek,który wypełniłam ziemią i...rosną sobie z brokułkami pospołu.
Pod płotem też parę posadziłam i tu było potrzebne wykombinowanie sznurka,ale i tu zaradziłam.
Poprowadziłam sznurek od drewnianego płotka,po którym wspina się bluszcz,aż do rynny przy garażu i mogłam do tego sznurka dowiązać pomidorki.
Myślę,że cokolwiek widać na zdjęciu,jak nie to wybaczcie.
Teraz pozostaje tylko czekać na warzywka.
W ogródku przed domem też zrobiło się żółtawo...
niebieskawo...
i pachnąco.
A najbardziej niebiesko jest u mojego sąsiada i aż mu zazdroszczę.
Prawda,że bajecznie.
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Choroby dawne
Trochę dziwny ten tytuł,albo i nie.Sami się państwo mili przekonacie. No bo przez ten ostatni rok to tyle chorób się potraciło,a co niektóre...
-
Udało mi się przeżyć. Po raz kolejny. Tylko raz ktoś zapukał do drzwi,bo zapomniałam zgasić światło,ale zamarłam i przybysze pomyśleli,że ...
-
Co nowego? Wszystko takie samo...,a może jednak nie. Kwiaty rosną podlewane w ostatnich dniach przez deszcz,zioła pachną i przyciągają ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz